• Basia Michalska

Basia próbuje w Panamie

- Mamo, Tato, dostałam zaproszenie na konferencję. Temat nieciekawy - jakieś coś z finansami związane - ale kilka noclegów w fajnym hotelu i dojazd bym miała za darmo, to się chyba przejadę...

- No fajnie, fajnie.

- No fajnie. Tylko, że ten hotel jest w Panamie.

- Aha.

Mniej więcej tak wyglądają pogawędki z rodzicami przy kolacji, kiedy jesteś mną.


Tak było i w 2016, gdy dopiero zaczynałam włóczyć się po świecie i jeszcze nie doszłam do poziomu "Byłam w tym roku tylko w 21 krajach, och dlaczego ja tak rzadko wyjeżdżam?"


Od kiedy ruszyłam sama na Koniec Świata (do Nowej Zelandii, znaczy), moje pragnienie podróżowania wzrosło tak bardzo, że zaczęłam łapać niemal każdą okazję na wyjazd, nawet tak abstrakcyjną jak konferencja po drugiej stronie Atlantyku. Jestem raczej typem dzikusa i wolę spanie pod gołym niebem i kawę na stacjach benzynowych, ale hotelowe życie też jest urokliwe. Nie ma to jak śniadania z widokiem, pokój z widokiem i siłownia z widokiem. I cały dzień w samolocie (także z widokiem) spędzony na nauce hiszpańskiego, czytaniu książek i oglądaniu filmów. Ok, tak więc konferencja. O bezpieczeństwie finansowym i cyber przestępstwach. W Ameryce Środkowej.


Dobra, wiem, że jestem ignorantką, ale myślałam, że Panama jest taka... eee... nie do końca nowoczesna. Wyobrażałam sobie raczej jakieś drewniane domki, rybackie wioski, biedny ale szczęśliwy kraj. Innymi słowy, gdy na zaproszeniu przeczytałam, że konferencja jest w hotelu Sheraton, to się zastanawiałam, co w takim miejscu robi Sheraton. A potem wygooglałam sobie “Panama City”. I się zdziwiłam.




Faktycznie nie przypomina Warszawy.


Z cyklu: “Interesujące_Pytania_Jakie_Dostajesz_Przed_Podróżą”:

- A rodzice się o ciebie nie martwią, jak tak ciągle gdzieś jeździsz?*

*To że jeżdżę to akurat ich wina. Trzeba mi było nie kupować “Wally zwiedza świat” i “Easy English” jak byłam mała. I nie zabierać mnie do Transylwanii.

- Chciało ci się lecieć tyle godzin tylko po to, żeby pobyć na miejscu trzy dni?


No tak, chciało mi się.

Uwielbiam podróże z plecakiem i noce pod gołym niebem, ale spanie w wielkim łóżku z widokiem na panoramę wielkiego miasta też jest super. I jak już mówiłam - lubię lotniska. Kiedy siedziałam na Okęciu przed podróżą do Nowej Zelandii, czułam się jak mały hobbit, który rusza do Mordoru walczyć z Lordem Ciemności uzbrojony tylko w nożyk do otwierania kopert. A przed wylotem do Panamy wszystko było już dość rutynowe. Wsiąść samotnie w samolot, który wywiezie mnie w okolice Równika? Phi. Normalka. Nie takie rzeczy się robiło. Bałam się tylko wtedy, gdy zobaczyłam, że będziemy lecieć nad Trójkątem Bermudzkim. W moim rodzinnym domu jest książka o różnych niewyjaśnionych rzeczach - katastrofie Tunguskiej, Atlantydzie i Bermudzkim właśnie. Ja tam wierzę w to, że w tym rejonie znikają statki i samoloty. Niestety kiedy się zorientowałam gdzie lecimy, było już za późno na krzyknięcie do pilota:

- Pan mnie tu wysadzi, dalej pójdę pieszo!


Kontrola celna tym razem była bez emocji, bo już to przerabiałam. Pamiętacie, jak wjazd na teren Nowej Zelandii? Tu jest podobnie, tylko dodatkowo skanują odciski palców i robią zdjęcie. Także jeśli popełniliście przestępstwo i chcecie się gdzieś ukryć, Panama raczej nie jest dobrym rozwiązaniem. Aha i tym razem na liście rzeczy zakazanych są ślimaki. Nie wolno wwozić ślimaków. Mi to nawet pasuje.


Panama powitała mnie upałem i wilgotnym powietrzem. Spodziewałam się, że w okolicy Równika może być ciepło, ale żeby aż tak? Trafiłam na sam początek pory deszczowej. Do wyboru jest jeszcze pora sucha. Zdradzę, że tambylcy byli oczarowani faktem, że u nas jest 6 pór roku (Przedwiośnie, Wiosna, Lato, Złota Jesień, Słota i Zima). Polska jak zwykle rządzi!

Na lotnisku czekała taksówka, która zawiozła mnie do centrum. I tak się zaczął mój pierwszy w życiu American Dream. Miasto jest oszałamiające! Niektórym kojarzy się z Miami, ale lokalni nie przepadają za tym porównaniem (i za USA też z przy czyn historycznych). To co najbardziej rzuca się w oczy to wysokość wieżowców - mają po 70 pięter (liczyłam). Pałac Kultury i Nauki dla porównania ma tylko 44.



Staliście kiedyś samotnie z plecaczkiem na chodniku przy ruchliwej ulicy wielkiego miasta Ameryki Środkowej otoczeni wieżowcami i wrzeszczącymi ludźmi? Ja stałam. Gdyby nie to, że mnie zatkało pewnie powiedziała bym: “O… zaiste jak tu pięknie!”. Językiem urzędowym w Panamie na szczęście dla mnie jest hiszpański, więc nie miałam poczucia, że zginę niezrozumiana. Ktoś kto nie zna hiszpańskiego pewnie czułby się tak, jakby trafił do latynoskiej telenoweli.


W Sheratonie miałam dostęp do świetnej siłowni i basenu z widokiem na wieżowce, ale dużo bardziej cieszyła mnie możliwość zobaczenia, jak żyją ludzie poza miastem. W Panamie nie istnieją taksometry i kierowcy sami wymyślają cenę przejazdu. Także… jeśli jesteś uroczym człowiekiem, masz szansę na wycieczkę za pół darmo. Ja tym sposobem pozwiedzałam cudowne zakątki i mogłam z okna oglądać krowowielbłądy pasące się na pastwiskach, dzieciaki w jednakowych mundurkach i małe parterowe domki z suszącymi się gaciami na tarasie.


Jeśli ktoś ma na to lepszą nazwę niż krowowielbłąd, niech pisze śmiało. Fot. by Wikipedia.


Raz  do samochodu podszedł chłopak i zagadał do kierowcy. Zrozumiałam tylko coś w stylu:

- Czy senorita chciałaby sobie podotykać?

Chciałam, chciałam. Bo chodziło o śliczną iguanę :)


“¡Hola!”



Panama. Tu chipsy kupisz wszędzie, nawet stojąc w korku.


Być w Panamie i nie widzieć Kanału Panamskiego to pewnie zbrodnia, więc tam także się wybrałam. Nie interesują mnie statki i żegluga, ale mimo to widok ogromnych kontenerowców i przepychania ich przez śluzy robił na mnie wrażenie. Proces jest powolny, jednak z jakiegoś powodu oglądanie go jest fascynujące. Tak samo jak oglądanie dziesiątek stłoczonych turystów, którzy z nabożną czcią obserwują, jak statek przesuwa się z prędkością 100 metrów na godzinę. Widowisko w sam raz do popołudniowej kawy.


Panama Ciudad to powalające miasto, ale plaży tu nie uświadczysz, bo port generuje duże zanieczyszczenie wody. Komunikacja miejska jest taka sobie, więc po raz kolejny czas na taksówkę i taksówkarza, który po angielsku potrafi powiedzieć tylko “gut prajs!”.

Jeśli ktoś uważa, że tylko nad Bałtykiem są bardzo szerokie, piaszczyste plaże, to muszę go rozczarować. Ja testowałam lądową w Santa Clara i taką na wyspie Taboga. Pierwsza bardzo podobna do naszych krajowych (dodaj wieżowce i palmy, a kebaba zamień na ośmiorniczki), a druga bardzo egzotyczna, bo to dawna siedziba piratów. Do tego woda o temperaturze trzydzieści stopni, powietrze jak ze szklarni (okolica Równika), pinacolada pita prosto z ananasa (udekorowana kwiatkiem, który na twoich oczach został zerwany z drzewa). Chyba mamy przepis na raj. Aha, a popularną przekąską jest swojsko kojarzący się śledzik podawany z chipsami bananowymi. Wbrew pozorom śledź z bananem smakuje genialnie.




Jeśli ktoś tak jak ja kocha zwierzęta, to spieszę z raportem. Oto przegląd Panamskiej fauny. Są tu m.in.:

kilkumetrowe krokodyle

anakondy

leniwce

tukany

jaguary

tapiry


I to chyba tyle. Fajnie było.


0 wyświetlenia

© 2023 by Amanda Willman.
Proudly created with Wix.com