• Basia Michalska

Sekrety rodziny Faber-Castell



Miałam około dwanaście lat, gdy odkryłam, że rysowanie jest tym, co sprawia mi największą przyjemność. Chyba każdy hobbysta ma listę swoich wymarzonych akcesoriów - ja wzdychałam do produktów plastycznych niemieckiej marki Faber-Castell. Los bywa zaskakujący, bo wiele lat później jako jedna z sześciu artystek z całego świata zostałam zaproszona do siedziby marki, mieszczącej się w Stein pod Norymbergą. Podczas zwiedzania fabryki i zamku poznałam fascynującą historię rodu, który stworzył jedno z najdłużej prosperujących przedsiębiorstw na świecie i jako jedna z pierwszych osób mogłam przetestować nowe produkty i podzielić się uwagami z twórcami. Gotowi na garść inspiracji?


Skromne początki wszystkiego.

Moje małe hobby przerodziło się w sposób na życie. Zaczęłam pisać bloga, a potem prowadzić kanał na YouTube poświęcony nauce rysowania. W miarę jak rosło zainteresowanie widzów, pojawiły się marki, które przesyłały mi swoje produkty w zamian za pokazanie, jak ich używam. Po kilku latach stałam się już na tyle doświadczona, że moje kampanie stały się bardziej profesjonalne. Poczułam się na tyle pewnie, że napisałam maila do <Sklepu FC> czyli oficjalnego dystrybutora produktów marki Faber-Castell w Polsce. I tak zaczęła się wspaniała przygoda, która trwa do dziś! Dzięki współpracy mogłam zdobywać wiedzę o zupełnie nowych aspektach akcesoriów. Skąd taki a nie inni dizajn? Jaki jest skład tego, czego używam? Z czego wynika cena? Dla osoby, która pasjonuje się marketingiem to było fascynujące!


Kredki Polychromos to Święty Graal dla rysowników. Na www.sklepfc.pl można je kupić z 20% zniżką na kod ELFIK20

Życie jest cudownie zaskakujące.

Pod koniec maja tego roku Faber-Castell zorganizował Artist Days w Norymberdze. Na wydarzenie zostało zaproszonych 6 artystek z całego świata, każda specjalizująca się w innej dziedzinie. Nie mogłam uwierzyć w to, że jestem jednym z zaproszonych gości! Oprócz mnie pojawiła się

Youtuberka <Kasey the Golden>, którą być może znacie, bo jej kanał śledzi prawie milion osób! Kasey tworzy minimalistyczne ilustracje, a jej styl jest bardzo charakterystyczny. Obecnie mieszka w Kanadzie. Kolejna osoba to <Joanna Henly> - brytyjska ilustratorka i dyrektor artystyczny. Zajmuje się realizacją projektów dla dużych marek, jej portfolio jest bardzo bogate! Z Francji przybyła malarka, scenograf i kostiumolog - <Marion Rivolier>. Jest entuzjastką urban sketchingu, a jej szkicownik zachwycił nas wszystkie! (Jeśli nie wiesz, czym jest urban sketching, zajrzyj do magazynu <Empik Pasje> , gdzie od Lutego prowadzę dział rysuję. Znajdziesz tam ducha dawnego Elfika w formie pisanej. Jeden z najnowszych artykułów dotyczy właśnie urban sketching.) Z Chin przyjechała <Ezra>, artystka tworząca obrazy nawiązujące do kultury jej kraju. Austrię reprezentowała <Herzens.Dame> - akwarelistka prowadząca warsztaty malowania farbami. Spotkały się wszystkie w pięknej Norymberdze, mieście pełnym ducha sztuki (o tym zaraz). Sześć artystycznych dusz, każda z innej części świata, każda specjalizująca się w innym stylu. Cóż mogło wypełnić im czas? Oczywiście degustowanie lokalnego jedzenia! Oszalałyśmy na punkcie frankońskich piw i currywurst!




Norymberga jest miastem stworzonym dla artysty! Na każdym kroku czuć ducha średniowiecza, a detale budynków aż proszą się o to, by trafić do szkicownika. Korzystając z chwili wolnego czasu namalowałam widok na plac przy domu Albrechta Dürera. Ach, tak. Albrecht Dürer! Kim był człowiek, na cześć którego nazywa się nawet miejscowy port lotniczy?


Oczywiście artystą.

Co więcej - jednym z najwybitniejszych twórców niemieckiego renesansu. Wsławił się niezwykle wnikliwym obserwowaniem rzeczywistości i przenoszeniem jej na płótno z akcentem na szczegóły i barwy. Krytycy sztuki podkreślają jego niezwykłą umiejętność uchwycenia miękkości i twardości przedmiotów oraz światłocienia, matu i połysku. Znaczący wpływ na sztukę Dürera miały jego podróże do Włoch, gdzie podpatrzył styl dawnych mistrzów. Malarz nie tylko tworzył, ale też - jako pierwszy nowożytny artysta - opracowywał naukową teorię sztuki. Jego dom jest miejscem chętnie odwiedzanym przez turystów. Pracownia na poddaszu zrobi wrażenie na każdym pasjonacie malarstwa!


Norymberga jest raczej biało-brązowo-czerwono-żółta. Róż na rysunku to fantazja oddająca mój nastrój tego dnia.

Ledwo zdołałyśmy nacieszyć się Norymbergą, a już czekały kolejne atrakcje.


Miasto Faber-Castell!

Nie przesadzam. Fabryka Faber-Castell jest jak bajkowe, industrialne miasto. Teren należący do przedsiębiorstwa jest wielki - obejmuje także zamek, biurowce, sklepy, muzea, szkoły plastyczne i budynki socjalne dla pracowników. Można wyraźnie wyczuć, że firma skupia się wokół sztuki. Pełno obrazów, kolorów, rzeźb! Zwiedzanie rozpoczęliśmy od laboratorium. Przeciętnego odbiorcę pewnie nie zainteresuje chemia, ale ja mogłabym godzinami słuchać, jak bada się światłoodporność produktów i dlaczego dizajn opakowań jest taki a nie inny! Dorwałam się też do mikroskopu, by zapozywać jak Sherlock Holmes (w tej współczesnej wersji ;)).



Później było coraz lepiej. Zwiedzanie fabryki kredek! Moje wewnętrzne dziecko poczuło się tak, jak pewnie czuł się Charlie w Fabryce Czekolady. Wiecie jaki jest jeden z najpiękniejszych dźwięków świata? Drewno stukające o drewno. Kredka upadająca na wielki stos innych kredek. Obserwowanie taśmy produkcyjnej jest bardzo satysfakcjonujące. Dotykanie polakierowanych kredek jeszcze bardziej. Czyste ASMR.



Dzień drugi rozpoczął się zwiedzaniem wyjątkowo inspirującego miejsca - <muzeum wytwarzania ołówków>! Jeśli mogę coś doradzić, sugeruję, by na tą wycieczkę nie ubierać się na biało :). Wszystkie ściany i meble są pokryte grafitowym pyłem, co tworzy unikalną, nieco mroczną atmosferę.

To miejsce aż prosi się, by je narysować węglem!

Jak wyobrażasz sobie raj?

Osoba rysująca na pewno nazwała by tak showroom Faber-Castell, który zawiera wszystkie produkty marki. Półki uginają się pod ciężarem kredek, pasteli, piór, pisaków... W takim miejscu przyszło nam testować jedną z nowości - <pędzelkowe markery akwarelowe Albrech Dürer> . Już wiecie skąd ich nazwa :). Jeśli lubicie brushmarkery zachowujące się jak akwarele - pokochacie Dürerki! Ich światłoodporność jest dużo wyższa od innych dostępnych na rynku. Są na tyle duże, że fajnie leżą w dłoni i mają dodatkową, pisakową końcówkę, którą można dodać szczegóły.



Dodajmy tej historii czegoś szlachetnego.

Kolejnym punktem były odwiedziny w zamku Stein. Jego mury to doskonałe miejsce do posłuchania historii dziesięciu pokoleń, które odmieniły świat artystów...

Wszystko zaczyna się w 1761 roku w pobliżu Norymbergi, gdzie stolarz Kaspar Faber zaczął produkować ołówki. Firma stopniowo się rozrastała, a przełom nastąpił 80 lat później, gdy zarządzał nią prawnuk Kaspara - baron Lothar von Faber. To on był pomysłodawcą sześciokątnego kształtu ołówka. Baron wybudował nowoczesne hale i całkowicie przeorganizował systemy produkcyjne, a to wszystko w wieku zaledwie 22 lat. Za jego czasów rozpoczęto także znakowanie produktów nazwą wytwórcy. Wzrost znaczenia marki na rynku umocniło otwarcie biura w Nowym Jorku (1849) oraz wyznaczenie standardów długości i grubości ołówka. Dwa pokolenia później odbywa się kolejny przełom - rozpoznawalnej firmie brakowało męskiego dziedzica. Jak pewnie wiecie, fascynują mnie silne, ciekawe kobiety. Do grona moich ulubienic trafiła Otylia, wnuczka Lothara. W 1898 poślubiła Alexandra z szanowanej rodziny Castell-Rüdenhausen dając początek nowego rodowi Faber-Castell. (Zauważcie, że to nazwisko panny "młodej" jest pierwsze. Wszystko za zgodą króla Bawarii.) Przez wiele lat zaradna dziedziczka sprawnie kierowała ogromnym przedsiębiorstwem. Jej mąż z kolei zasłynął jako twórca zielonego ołówka Castell 9000, który stał się flagowym produktem. Jego kolor - inspirowany militarnymi zainteresowaniami hrabiego - stał się znakiem rozpoznawalnym całej marki. Podobnie jak symbol dwóch rycerzy walczących... oczywiście ołówkami. (Wy znacie to logo w uproszczonej wersji, ale w oryginale ołówek zwycięskiego rycerza jest ciemnozielony, a przegranego - piwnożółty ;) ).


Z tego miejsca w zamku Otylia von Faber-Castell zarządzała całą firmą. Jak... nie widać, za oknem jest widok na fabrykę...

... ale zapomnij o gabinetach, salach balowych czy sypialniach. Najpiękniejszymi pomieszczeniami w zamku FC są łazienki!

Oprócz lunchu na zamku (po raz kolejny wszyscy rzuciliśmy się na currywurst jakbyśmy w życiu nie jedli) czekały nas jeszcze warsztaty. Wiecie, co jest charakterystyczne w takich spotkaniach? Jest cicho jak makiem zasiał. Kiedy artysta dostaje kredki (w tym wypadku brushmarkery) i swój szkicownik, to grzecznie siada sobie w kąciku i rysuje w absolutnym skupieniu. Nasi opiekunowe usiłowali dopytać o nasze wrażenia, ale sądzę, że ten sound of silence był najlepszą odpowiedzią. :) Te dwa dni wystarczyły byśmy się wszyscy polubili, więc jak to zwykle bywa, żal się było rozstawać. Każdy wsiadł do swojego samolotu i uzbrojeni w nowe pisaki i inspiracje polecieliśmy na cztery strony świata, by głosić jak było fajnie (i sprawdzić, czy w pobliżu domu nie ma czasem restauracji, w której podają bawarskie jedzonko :)).


Ja i Kasey the Golden uchwycone przez Marion Rivolier.

To już wszystko na dziś! Ja wróciłam zainspirowana tak bardzo, jak tylko człowiek może być zainspirowany. Dziękuję serdecznie wszystkim osobom, które uznały, że będę godnie reprezentować Polskę na Artist Days :)






0 wyświetlenia

© 2023 by Amanda Willman.
Proudly created with Wix.com